Witam,
należę do grona osób, które mają to nieszczęście, że posiadają ukochaną siostrzyczkę, która problemów z figurą nie ma. To ja- mimo, że młodsza, byłam tą pulchniejszą... Już dawno zaczęło mnie to denerwować, i oczywiście coś z tym robiłam.
Był czas, że za główną przyczynę mojej bądź co bądź- większej ilości fałdek- obarczałam słodycze. Zakończyłam więc moją znajomość ze wszelkimi słodyczami na rok. Niestety, ku mojej rozpaczy nic to nie pomogło. Nie schudłam nawet 2kg!!
Dieta Dukena- owszem, podobała mi się- bo kto by się nie cieszył tym, że w ciągu weekendu, w którym oglądałam telewizję, zero ćwiczeń i w ogóle- schudłam aż 5kg. Szkopuł w tym, że moja mama zaczęła się buntować "oj to jest niezdrowe, będziesz osłabiona, bla bla bla"
Był też miesiąc "obozu odchudzającego" u mojej, jakże szczupłej siostry- codzienna siłownia, basen, spacery, dietetyczne i regularne posiłki- efekt 3 kg! No nie powiem, spodziewałam się trochę więcej.
Wróciłam jednak do domu, a za mną powędrowały zgubione kilogramy.
Paru rzeczy się jednak nauczyłam- słodycze- owszem, ograniczać, ale nie ma sensu sobie żałować kostki czekolady (zwłaszcza podczas stresującej sesji (: ); białka trzeba jeść! Ten, kto czytał książkę Duken'a wie, że organizm sam go nie wytwarza. Trzeba go dostarczyć. Staram się więc raz na dwa dni zjeść na śniadanie lub kolację dwa jajka- bez żółtek. Siostra nauczyła mnie natomiast tego, by jeść regularnie. Wiem, że to często wydaje się niemożliwe, ale trzeba próbować.
Postanowiłam więc zacząć stosować się do tych wszystkich reguł. Mam nadzieję, że mi pomożecie :)
Pozdrawiam :)
należę do grona osób, które mają to nieszczęście, że posiadają ukochaną siostrzyczkę, która problemów z figurą nie ma. To ja- mimo, że młodsza, byłam tą pulchniejszą... Już dawno zaczęło mnie to denerwować, i oczywiście coś z tym robiłam.
Był czas, że za główną przyczynę mojej bądź co bądź- większej ilości fałdek- obarczałam słodycze. Zakończyłam więc moją znajomość ze wszelkimi słodyczami na rok. Niestety, ku mojej rozpaczy nic to nie pomogło. Nie schudłam nawet 2kg!!
Dieta Dukena- owszem, podobała mi się- bo kto by się nie cieszył tym, że w ciągu weekendu, w którym oglądałam telewizję, zero ćwiczeń i w ogóle- schudłam aż 5kg. Szkopuł w tym, że moja mama zaczęła się buntować "oj to jest niezdrowe, będziesz osłabiona, bla bla bla"
Był też miesiąc "obozu odchudzającego" u mojej, jakże szczupłej siostry- codzienna siłownia, basen, spacery, dietetyczne i regularne posiłki- efekt 3 kg! No nie powiem, spodziewałam się trochę więcej.
Wróciłam jednak do domu, a za mną powędrowały zgubione kilogramy.
Paru rzeczy się jednak nauczyłam- słodycze- owszem, ograniczać, ale nie ma sensu sobie żałować kostki czekolady (zwłaszcza podczas stresującej sesji (: ); białka trzeba jeść! Ten, kto czytał książkę Duken'a wie, że organizm sam go nie wytwarza. Trzeba go dostarczyć. Staram się więc raz na dwa dni zjeść na śniadanie lub kolację dwa jajka- bez żółtek. Siostra nauczyła mnie natomiast tego, by jeść regularnie. Wiem, że to często wydaje się niemożliwe, ale trzeba próbować.
Postanowiłam więc zacząć stosować się do tych wszystkich reguł. Mam nadzieję, że mi pomożecie :)
Pozdrawiam :)





